Wycieczka rozpoczęła się od wyrzeczeń: wczesna pobudka, a co za tym idzie -  zmęczenie malujące się na wszystkich twarzach, skutecznie maskowało ekscytację, jaka zebranym niewątpliwie się udzielała.  Ale kto wcześnie wstaje…

Dwunastego  czerwca br.  o 5.30 , zebraliśmy się przed podróżą  do Berlina. Wycieczkowicze zajęli miejsca w dwóch autokarach. Jeszcze tylko kontrola sprawności pojazdów przeprowadzona przez policję i można było jechać! Podróż upłynęła niepostrzeżenie  - niektórzy (ci byli w mniejszości) nadrabiali niedostatki snu, natomiast inni oglądali kolejne filmy  - „ Przygody Mikołajka” rozbawiły nas do łez.

W podróży niewiele się działo  z jednym wyjątkiem – dla większości wycieczkowiczów symboliczny akt przekroczenia granicy Polski  był pierwszym takim doświadczeniem  w życiu. Około godziny 13-stej  stanęliśmy u bram Berlina.

Niewielkie opóźnienie, skutkowało wielkim poruszeniem wśród  kierownictwa wycieczki – obawy przed niemieckim ordnungiem były  jednak na wyrost. Zespół serwisujący wycieczki do niemieckiego parlamentu , od zwiedzania  którego zaczęliśmy naszą  przygodę na miejscu, okazał stoicki spokój oraz pełne zrozumienie dla sytuacji. O 13.30 po szczegółowej kontroli osobistej, wyposażeni w zestawy „elektronicznego tłumacza”, pojechaliśmy windą… prawie do nieba. Oglądanie Berlina zaczęliśmy od zlustrowania jego panoramy spod szklanej kopuły Bundestagu.

Kolejny etap to obserwowanie samego miasta już z poziomu ulicy – nasz spacer miał jednak cel. Był nim berliński Legoland. Już samo umiejscowienie tej krainy z klocków jest imponujące – znajduje się w futurystycznym kompleksie architektonicznym. Efektowna budowla ze stali i szkła przywodzi na myśl miasta przyszłości z powieści since  - fiction. SONY CENTER, którego budowa trwała prawie 10 lat jest jednak miejscem spotkań współczesnych berlińczyków i turystów. To tzw. nowe centrum Berlina. Budowla to jedno, natomiast budowanie – drugie! W Legolandzie zaczęła się prawdziwa zabawa: klocki, jazda kolejką „bez trzymanki”, spotkanie z bohaterami „Hobbita”, „Władcy pierścieni”, „Batmana” i „Harrego Pottera” . Wśród atrakcji tego miejsca znalazły się również karuzele oraz kino 3d. Tutaj uczniowie pierwszy raz mogli sprawdzić swoje umiejętności komunikowania się w językach niemieckim oraz angielskim. Zaaferowani zabawą nie zauważyliśmy, jak szybko minął nam czas przeznaczony dla odwiedzenia tego miejsca, a ponieważ znajdowaliśmy się  w bajkowej krainie – postanowiliśmy go…zatrzymać.  A tak zupełnie serio: przedłużyliśmy nasz pobyt tam o godzinę.

Następnie udaliśmy się na  kolejny nienużący spacer ulicami stolicy Niemiec. Kolejne jego etapy  związane były z historią miasta  - tą najnowszą, czyli jego podziałem  na dwie części , po wcześniejsze, niekiedy mroczne epizody z przeszłości Niemiec  oraz Berlina . Na trasie spaceru znalazły się zatem: Brama Brandenburska, fragmenty Muru Berlińskiego, Pomnik Ofiar Holocaustu. Zwiedzanie miasta skończyliśmy spacerem Aleją pod Lipami (reprezentacyjną ulicą Berlina) oraz zupełnie sielankowym marszem wzdłuż Tiergarten, największego  parku w centrum stolicy.

Po spacerze czekał nas posiłek, a następnie podróż do motelu na obrzeżach Berlina. Na miejscu okazało się, że niektórzy uczestnicy wycieczki potrzebują jeszcze wrażeń sportowych. Po zdecydowanym sprzeciwie kierownictwa wycieczki , tzw. mecz otwarcia mundialu nie stał się udziałem wycieczkowiczów (kibiców) z Polski. Tylko skąd wszyscy na śniadaniu następnego dnia znali jego wynik?

Ostatni dzień to podróż do innej krainy – największy kompleks basenowy  w Europie - Tropical Islands” - został opanowany przez dzieci mówiące w języku polskim. Właściwie: w trzech językach, ponieważ to kolejne miejsce naszej berlińskiej marszruty, w którym uczniowie mogli z powodzeniem wykorzystać swoje umiejętności językowe. Na pewno jednak żadne słowa nie są w stanie oddać imponującego rozmachu z jakim odtworzono tutaj atmosferę tropików: las tropikalny , błękitne laguny, morza południowe, rozległe plaże piaskowe, występy karaibskich tancerzy, a do tego – najwyższe w Europie zjeżdżalnie. Pobyt w tropikach pod Berlinem trwał aż do godziny 17 – stej. Tam zjedliśmy  obiad, a następnie już syci, ale przede wszystkim  - doznanych wrażeń, udaliśmy się w drogę powrotną do kraju.

Nie było chyba nikogo, kto po tej wycieczce czułby niedosyt. Z opinii zebranych „na gorąco” wiemy, że wyjazd był: „najfajniejszy w życiu”, „niesamowity”, „wspaniały”. To skłania kierownictwo wycieczki oraz całą grupę opiekunów, aby  rozważać  kolejną wyprawę do naszych sąsiadów.

Najpewniej więc c.d.n.

opracowała

Sylwia Hafka

DSC_0224.jpg DSC_0228.jpg DSC_0229.jpg

DSC_0234.jpg DSC_0245.jpg DSC_0262.jpg

DSC_0263.jpg DSC_0264.jpg DSC_0269.jpg

DSC_0274.jpg DSC_0275.jpg DSC_0277.jpg

DSC_0285.jpg DSC_0298.jpg DSC_0302.jpg